niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozwiązanie przysposobienia - hańba czy wybawienie?

Nie każda decyzja słuszna jest decyzją moralną.

To zdanie zdaje się dobrze opisywać ten problem.
Rodzicielstwo zawsze wiążę się z poświęceniem. Jeżeli nie jesteście na to gotowi, to lepiej odłóżcie tę decyzję w czasie.

Wiele znam historii i moja po części też taka jest, że rodzicom przeszło przez myśl czy nie oddać dziecka. Było to oczywiście spowodowane nie radzeniem sobie z nim. Również z pewnym zawodem - przecież to miał być aniołek a wyrósł diabełek. Istotne jest w tym by szukać pomocy. Moim zdaniem dzieci nie rodzą się złe. To zło może być zaszczepione w pierwszych miesiącach życia przez nie dbanie o jego potrzeby, porzucenie. Stąd często dzieci adoptowane są nerwowe.

Jeżeli pomimo terapii, cierpliwości waszej i wszelkich starań pomocy sobie, i dziecku nie dajecie sobie z nim rady moim zdaniem nie ma nic złego w rozwiązaniu przysposobienia.
Pamiętajcie drodzy rodzice, że wasze zdrowie psychiczne jest tak samo ważne jak zdrowie malucha. Jeżeli dojdzie do załamania nerwowego nigdy nie będziecie w stanie wychować go tak jak zakładaliście. Bardzo możliwe jest później to, że cały czas będziecie mu wypominać jakie było, i ile dla niego poświęciliście. Będziecie żądać od niego wdzięczności. Chociaż wydaje się to naturalną sprawą wcale tak odbierana przez dziecko adoptowane nie jest. Czuje się wtedy inwestycją, dłużnikiem a nie prawdziwą pociechą. Czuje, że jest winne więcej niż biologiczne dzieci. A przecież to nie one was wybrało.
Wasz zawód może też doprowadzić do braku akceptacji dziecka, a to ma ogromny wpływ na jego psychikę. Nie nawiąże z wami więzi i wy z nim także, bo będziecie nim rozczarowani. Jak widać do niczego dobrego to nie doprowadzi. Zaszkodzicie zarówno sobie jak i dziecku.

Chociaż przysposobienie jest uważane za błogosławieństwo wcale takim błogosławieństwem dla dziecka nie musi się okazać. Jeżeli rodzice będą zasypywać je pretensjami o to, że jest jakie jest, że je wzięli - to będzie to dla niego przekleństwem, gdyż bardzo mocno odbije się na jego późniejszym życiu. Odwaga i umiejętność powiedzenia sobie "nie dam rady" jest kluczowa, może okazać się wybawieniem zarówno dla was jak i dla dziecka.

Mało mówi się o niewystarczającej gotowości rodziców do adopcji, jednak jest to bardzo często spotykane. Moja historia jest tego dowodem.

Adopcja jest wybawieniem tylko wtedy, gdy rodzice mają wystarczająco dużo cierpliwości i są przygotowani na ten krok. A także nie mają żalu o to jakie dziecko "im się trafiło".

Rozwiązanie przysposobienia nie jest hańbą. Jest niejednokrotnie decyzją słuszną.
Oddanie dziecka z powrotem do ośrodka wcale nie musi być dla niego krzywdą - czasami trwanie w nieudanej adopcji okazuje się być tak samo bolesne jak pobyt w domu dziecka.

Jeżeli więc nie radzicie sobie z dzieckiem, a próbowaliście już wszystkiego warto jest złożyć pozew o rozwiązanie przysposobienia. Nie wiąże się to wcale z porażką wychowawczą. A dobry ratownik - to zdrowy ratownik.

Wypominanie dziecku, wmawianie, że jest psychiczne, zarzucanie go pretensjami, porównywanie do rówieśników, oczernianie biologicznej rodziny, ciągły żal do dziecka, wymuszanie wdzięczności, jak wy byście się poczuli?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz