Zastanówmy się, jak wiele razy nie docenialiśmy czyjejś życzliwości?
Ile razy zdarzyło się nam zadrwić z niej?"Upiekłam na święta masę ciast, a ciocia Krysia przyniosła tylko własnoręcznie robione ozdoby, nie kosztowały jej ani grosza!"
Żeby wychować wdzięczne dzieci należałoby samemu okazywać wdzięczność. Więc zamiast szydzić z prezentu cioci Krysi powiedzmy - "popatrz ile czasu musiała poświęcić ciocia na zrobienie tych ozdób!"
Nie doceniając, a czasami nawet szydząc z czyjejś życzliwości może się okazać, że wychowujemy małych materialistów. No bo jak to dostałem TYLKO SAMSUNGA a nie IPHONA? toż to badziew jest. Dlaczego mam się z tego cieszyć? Dlaczego mam się cieszyć z jakiś drobiazgów. Mało tego, wychowywujemy również ludzi, którzy w przyszłości mogą mieć duże problemy z tym by w ogóle cieszyć się z życia! Błądzenie głową w chmurach i oczekiwanie kosmosów zdecydowanie przysporzy nam więcej zmartwień i rozczarowań niż dostrzeganie tego co mamy.
Przytoczę teraz historię pewnej matki, która nie nauczyła swoich synów wdzięczności. No właśnie czy wdzięczności trzeba dziecko nauczyć? Moim zdaniem tak.
Kobieta miała 2 synów, wyszła ponownie za mąż za człowieka, który ciężko pracował w fabryce. Harował tam jak niewolnik, a zarabiał niewiele. Nowa małżonka przekonała go by wyłożył pieniądze na kształcenie jej synów. Owy mężczyzna musiał znaleźć sobie jeszcze fuchy, by stało się to możliwe. Wychodził rano a wracał, nocą i tak przez 4 lata. O dziwo nigdy nie narzekał! A naprawdę miał powody do narzekania, bo pasierbowie nigdy nie okazali mu wdzięczności. Uważali oni, że jest to normalne, podobnie jak ich matka. Nie przyszło im do głowy, że są winni chociażby podziękowanie.
Kogo w tej sytuacji winić? Tych chłopców? Po części tak, ale równie winna jest ich matka. Nie chciała by jej synowie wchodzili w życie z długiem wdzięczności. Zostawiła ich z poczuciem, że pewne rzeczy im się od życia należą. Później owi chłopcy popadli w długi i kłopoty finansowe, a ich ojczym strasznie podupadł na zdrowiu. Był dobrym człowiekiem, czasem zbyt uległym, a dobrzy ludzie niestety najbardziej w życiu cierpią. Czy mówię, że nie powinien pracować na swoich pasierbów? Oczywiście, że nie ! Zwracam uwagę na to, że nigdy nie przyszło im przez myśl "Tato dziękuję, że zapewniłeś mi takie wykształcenie". Oni widząc ojczyma wracającego nocą nie myśleli o tym, jak wiele zdrowia go to wszystko kosztuje.
Jak często nie doceniamy czyiś starań, a jak często szarpiemy nasze nerwy podsycaniem żalu o to jaki prezent dostaliśmy? Bo ktoś dostał lepszy, bo komuś lepiej w życiu się powodzi itd. Czy nie lepiej byłoby kierować się zdaniem ,, Niech Pan Bóg/Los da wszystkim ale i o mnie nie zapomni"?
Jak uważacie, czy wdzięczności trzeba dzieci uczyć?