Chociaż nie mam pełnego zaburzenia zerwanych więzi to jednak jakieś 90% objawów.
Ominęło mnie najgorsze, czyli kradzieże, brak empatii, potrafię przewidzieć skutki moich zachowań.
Umiem budować relacje przyjacielskie. Tak więc nie jest powiedziane, że nie można. Na moją przyjaźń trzeba bardzo długo sobie zapracować, jednak jest to możliwe.
Nie znaczy to, że ufam moim przyjaciołom bezgranicznie, nie. Nie da się ufać całkowicie.
Zawsze pozostaje ta mała furtka.
Dzieci z RAD mogą znaleźć przyjaciół, jednak uzależnione jest to w dużej mierze od stopnia zaburzeń i od własnej samooceny. Jeżeli uważamy siebie za najgorszych, nie wartych ani miłości, ani przyjaźni to sami skazujemy się na brak przyjaciół.
Niektóre dzieci tłumaczą sobie porzucenie tym, że to one były złe, że to ich wina. Musiałby być albo niewystarczająco ładne, zdrowe, duże itp. Łatwiej im przyjąć to, że to ich wina, niż, że nie miały na to wpływu. Szukają powodu, którego do końca nie znają, lub nie są go pewni, bo przecież adopcja jest tajna. Im niższa samoocena tym trudniej znaleźć przyjaciół. Osoby z RAD także mają duże wymagania względem innych ludzi. Nie tylko przyjaciół ale i rodziców, a także potencjalnych partnerów. To również utrudnia budowanie relacji. Boją się kolejnego porzucenia, zawodu stąd ta ścisła selekcja.
Ciężkim zadaniem dla rodziców adopcyjnych jest zbudowanie prawidłowej samooceny dziecka. W moim przypadku rodzina wmawiała mi, że straciłam przyjaciółkę w podstawówce, bo źle traktuję rodziców. To wpędziło mnie w poczucie, że chyba faktycznie na nikogo nie zasługuję. Jednak 2 lata później spotkałam osobę z którą przyjaźnię się aż po dziś dzień. W zasadzie chyba bardziej ufam przyjaciołom niż rodzicom.
Czego jeszcze nie robić?
Nie szukajmy na siłę przyjaciół dziecku. Ciągłe podsuwanie kolejnych koleżanek i kolegów może paradoksalnie osłabić samoocenę dziecka. Jestem tak beznadziejny, że sam nie mogę sobie znaleźć przyjaciół.
Myślę, że w życiu na wszystko przyjdzie czas. Przyjaciele znajdą się, jeżeli będziemy otwarci ich przyjąć. Mimo, że oczywiście nie zaufamy im od razu. Tak więc zadaniem rodziców nie jest szukanie przyjaciół dziecku, lecz nauczenie budowania więzi z drugim człowiekiem, polepszanie samooceny pociechy. ZACHĘCANIE, a nie ZMUSZANIE.
Nie wtrącajmy się zanadto w jego relacje, nie rozpowiadajmy sąsiadkom wzdłuż i wszerz, że nasze dziecko nie ma przyjaciół bo wpędzamy je tym w poczucie wstydu. A wstyd jest bardzo niszczącym uczuciem.
Nie należy także prosić dzieci aby się bawiły z naszym dzieckiem. Znam takie sytuacje, jednak nie dotyczyły one mnie, a mojej koleżanki z dzieciństwa. Jej Mama chodziła i w kółko prosiła byśmy się bawili z jej córką. To niestety powodowało, że patrzyliśmy na koleżankę jak na kalekę, i jak to małe dzieci byliśmy dla niej okrutni. A jej rodzicielka karmiła jej poczucie beznadziejności i wstydu.
Tak więc zachęcanie, a nie zmuszanie !
Witaj!
OdpowiedzUsuńPrzeglądam sobie Twojego bloga i pomyślałam, że może będziesz mogła (i chciała :)) nam pomóc.
"Jestem scenarzystą. Poszukuję osób, które chciałyby opowiedzieć mi swoją historię. Zajmuję się tematem powiązanym z domem dziecka/adopcją: młodszy brat wychodzi z domu dziecka i poszukuje starszego brata który ma już ułożone nowe życie i rodzinę i nie chce tego kontaktu. (Starszy brat być może z jakiegoś powodu "zostawił" kiedyś młodego, nie korzystając z prawa przysposobienia.). Być może motywy w Państwa historiach mogłyby mi pomóc w budowaniu mojej.
Pozdrawiam serdecznie,
Maksymilian Nowicki
maxnowicki@gmail.com
507 758 751"
Jeśli chciałabyś się podzielić swoimi doświadczeniami odezwij się proszę na wskazany mail lub telefon, pozdrowienia!
Byłam jedynaczką, więc bardzo znane mi jest uczucie samotności - ciągle sama się bawiłam, spędzałam czas w swoim pokoju, a te rzadkie chwile zabaw z innymi dziećmi z rodziny, czy znajomych rodziców były niewystarczające. Zawsze czułam się inna, niż wszyscy i bałam się, że jak to wyjdzie na jaw, wszyscy mnie zostawią. Był okres, gdy byłam nastolatką i miałam wielu znajomych, ale były to powierzchowne kontakty, nie przetrwały nawet kilku lat. Dziś mam bardzo mało znajomych, przyjaciół żadnych i nie potrafię ich mieć. Nie potrafię się zaangażować w relację tak, aby ona trwała, abym znała kogoś dobrze, a on mnie.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że trafiłam na ten blog, bo szukałam informacji na temat dorosłych adoptowanych, ale wszędzie widziałam tylko informacje o tym, jak dziecko przeżywa adopcję, nic na temat jego dorosłości.