piątek, 20 maja 2016

Jak nie chorować z powodu niewdzięczności? Część 1.

Niektórzy rodzice mają tendencję do zamartwiania się z powodu niewdzięczności dzieci. Jak sobie poradzić z niewdzięcznością?

Na początek historia pewnej kobiety.
Cierpiała ona przede wszystkim na samotność. Tylko i wyłącznie z powodu własnego charakteru. Każdemu kto ją odwiedzał żaliła się ile to nie zrobiła dla swoich 2 bratanic. Potrafiła o tym opowiadać godzinami każdemu kto ją odwiedzał. Ile to ona dla nich nie zrobiła. Pielęgnowała gdy były chore. Zmieniała im pieluchy. Mieszkały u niej przez parę lat. Jednej sfinansowała nawet studia.

Czy bratanice ją odwiedzają? Tak, ale bardzo rzadko i głównie z poczucia obowiązku. Wiedzą, że przez wiele godzin będą słuchały niedosłownych wyrzutów. Niekończącej się litanii żalu, narzekań, współczucia ciotki do samej siebie. Ile to ja dla was nie zrobiłam ! A wy odwiedzacie mnie tak rzadko.
Może gdybyś ciociu na każdym kroku nie wymagała poklasku za swoje czyny, częściej byśmy cię odwiedzały. A tak całymi godzinami słuchamy wyrzutów. W zasadzie to nic innego nie masz nam do powiedzenia jak to, że powinnyśmy być wdzięczne. I mimo, że jesteśmy wdzięczne to ty oczekujesz nie wiem? Nagrody Nobla? Co powinnyśmy zrobić, żebyś czuła się doceniona? Odwiedzamy cię coraz rzadziej bo już nie możemy znieść Twojego rozgoryczenia. A Ty sama podsycasz swój żal i urazę, zniechęcając do siebie wszystkich wokół.

Czy owa kobieta była zmuszona do zajmowania się bratanicami? Oczywiście, że nie. Zrobiło to bo je kochała! Była dla nich dobra, bo je kochała. Więc kiedy ta miłość ustała? Czy była warunkowa? Będę się wami zajmować i opiekować ale w zamian za to...

Tej kobiecie tak naprawdę brakuje miłości i troski. Ale ona uważa, że potrzebuje wdzięczności. Nigdy. Nigdy się jej nie doczeka, ponieważ jej WYMAGA. Jedyny sposób by otrzymać miłość, troskę to przestać o nią prosić i samemu zacząć ją okazywać z nadzieją na wzajemność, a nie należnością wzajemności

A teraz historia ludzi szczęśliwych.
Pewna kobieta wzięła do siebie swoją matkę. Mimo, że miała sporą rodzinę - męża i 6 dzieci.  Później wzięła do siebie również swoją teściową. Czy te staruszki sprawiały jej problemy? Bardzo często, jednak kochała je. To, że je przyjęła było dla niej naturalne - po prostu coś co chciała zrobić, nie myślała o tym jak bardzo szlachetne to jest. Później sama ona została wdową z 5-ciorgiem dorosłych dzieci. 5 rodzin chciało ją u siebie! Z wdzięczności? Nie! Z miłości. Czystej miłości. Jej dzieci ją uwielbiają. Nic dziwnego. Nauczyła je miłości i życzliwości więc one teraz odwdzięczają się jej tym samym.
Kogo winić gdy nasze dziecko nie jest wdzięczne? Je czy może nas samych? Kto powinien je nauczyć wdzięczności? Temat będę kontynuować.

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plinka oczywiście, że nie chcę generalizować, dlatego na wstępnie mojego bloga napisałam, że moich rad, zachowań itd. nie można przypisywać do każdego dziecka i do każdej sytuacji. Faktycznie w poście powyżej użyłam słowa "wszyscy" jednak tak nie uważam, chodziło mi bardziej o to, że zarówno adopcyjni, jak i biologiczni. Nie wyraziłam się jasno. Nie jestem dobra w przekazywaniu swoich myśli ale staram się :)
      W moim poście dotyczącym adopcji w Polsce, na każdym kroku podkreślam, że lepiej by domów dziecka w ogóle nie było. Ale to nie jest niestety możliwe w większości krajów. Są dzieci których nikt nie chce adoptować (min. z powodu chorób genetycznych i wynikających z tego problemów wychowawczych, np. agresja)). Absolutnie nie uważam, żę powinny tam trafiać, a tym bardziej za karę! W ostateczności tam trafiają niestety.

      Co do moich rodziców, wspomniałam wcześniej, że nie mam do nich żalu. Staram się na tym blogu, na przykładzie własnego, życia i doświadczeń pokazać czego nie robić. Dziekuję Ci serdecznie za komentarz.

      Usuń