Osoby porzucone mogą mieć zbyt duże wymagania co do partnera.
Wpływ na takie podejście ma wiele czynników, np. strach przed zawodem, przed porzuceniem.
W związku z czym ma miejsce bardzo ścisła selekcja. Chcemy ryzyko zawodu zniwelować do minimum. Jednak zranić nas mogą naprawdę błahe sprawy. Często osoby mające wygórowane wymagania nie wiążą się z nikim, bo nikt nie może ich naturalnie spełnić. Zawód który sprawili nam rodzice może być przenoszony na partnera. Nie chcemy by i on nas zawiódł. Takie osoby częściej skupiają się na drugiej stronie, nie zaś na sobie. To, że sami nie spełniamy wszystkich, a czasami nawet większości z
wymagań partnera, a mimo to on chce z nami być - gdzieś nam umyka. Ważniejsze jest by to on był "idealny".
Trzeba zadać sobie pytanie czy naprawdę wszystkie nasze wymagania są niezbędne do tego by komuś "zaufać" i żeby związek był udany? Niekiedy, niektóre z naszych wymagań w praktyce stają się dla nas uciążliwe. Nie oznacza to, że liczba naszych wymagań zmniejsza się. Wcześniejsze wymaganie, które okazało się w rzeczywistości wadą zostaje zastępowane przeciwieństwem.
Jeżeli
partner zawiedzie nas chociaż raz, jest surowo przez to oceniany.
Nadszarpuje ranę z przeszłości. Często taka sytuacja prowadzi do zostawienia go. O ile w przypadkach uzasadnionych jak np. zdrada jest to zrozumiałe, o tyle niektóre osoby porzucone można zawieść bardzo łatwo np. otrzymując gorsze oceny na studiach, zapominając o urodzinach, nie robiąc czegoś, czego zrobienia powinniśmy się domyślić.
Wymagania jako środek przeciwzwiązkowy.
Niektórzy ludzie, nieświadomie lub świadomie mają wysokie wymagania, gdyż tym samym chronią się przed związkami. Umawiamy się z kimś na randkę, zaraz nachodzą nas myśli "ah tak, interesuje się piłką nożną, pewnie do tego pije i rozsypuje czipsy na podłogę, demoluje przystadionowe śmietniki - nie mogę być z takim człowiekiem, z kimś kto lubi piłkę nożną". Absurd? Myślę, że nie tak rzadki jak nam się wydaję. To ocenianie po pozorach, lub też dopowiadanie sobie czegoś co uzasadni naszą decyzję, że nie chcemy się wiązać. Tyle, że później okazuje się, że nie ma osoby z którą moglibyśmy się związać.
W skrajnych przypadkach, osoby takie dostosowują swoje wymagania do potencjalnego partnera - na zasadzie: jeżeli trafi nam się uczuciowy osobnik - to jednak wolimy człowieka z kamienia. Natomiast gdy trafi się nieuczuciowy - to jednak my chcemy aby nas ktoś tej miłości nauczył.
Nie wiemy czego chcemy albo próbujemy się tym sposobem uchronić od związku.
Pytanie tylko, czy naprawdę odpowiada nam samotność? Czy czujemy ukłucie żalu widząc udane związki? Jeżeli tak, to raczej życie w pojedynkę chcielibyśmy porzucić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz